Paweł Lipiec, 2012

Nasz absolwent Łukasz Janowski przypomniał o rocznicy śmierci pana Pawła Lipca, nauczyciela biologii.

Łukasz napisał –

Dzisiaj wspominamy pana Pawła Lipca. Swoim uśmiechem i dobrym humorem zarażał wszystkich, a czas spędzony z nim nigdy nie był czasem straconym. Znakomity nauczyciel, dumny ze swych pociech ojciec, wspaniały towarzysz rozmowy – tak go zapamiętałem. Inteligentny, oczytany, z poczuciem humoru, wymagający, ale cierpliwy i wyrozumiały…. Pamiętamy!

Paweł Lipiec zmarł 2 lata temu.

Myślę, że warto dzisiaj przypomnieć teksty i zdjęcia z gazety szkolnej z 2012 roku.

Kiedyś tradycyjnie klasy pierwsze rysowały wizerunek swojego wychowawcy i układały jego krótką charakterystykę.

2d o Pawle Lipcu

Cechy charakteru – gadatliwy, wieczny malkontent, miły, wesoły, szczery, pewny siebie, cierpliwy, pomysłowy, błyskotliwy, pracowity, rozsądny, ale czasami bywa małostkowy, bezwzględny, uparty, roztargniony, humorzasty.
Zainteresowania – biologia i ulubiona klasa 2d, czytanie kryminałów, przebywanie na łonie natury.
Styl ubierania – luzak – longsleeve’y, czarne rurki, szare adidasy
elegancik – garnitur, krawat, koszula, lakierki.

1f o Pawle Lipcu –

Jest inteligentny, czasem roztargniony, lekko przygarbiony, wymagający. Lubi coca-colę, żelki, kocha biologię i swoją klasę. Luzak.
Cicho mówi i szybko dyktuje.

Tak sympatycznie przedstawiano Pawła za pomocą rysunku i słowa.

Jego śmierć była dla wszystkich zaskoczeniem.

3f – 
Nadal nie dowierzamy, że już nigdy nie zobaczymy na korytarzu pana Pawła Lipca – wyluzowanego, w swojej niebieskiej koszuli. Zawsze uśmiechniętego, z kubkiem kawy. Te 2 lata będziemy wspominać bardzo dobrze. W poniedziałki dziewczyny były dla Niego poniedziałkowymi kobietami, przez resztę tygodnia mówił do nas: „dzieci”.
Drogi Wychowawco, zapamiętamy Cię na zawsze.

Karolina Nocoń, 3f – 

Prawda jak słaby blef.
Za grzech? Jaki? Który?
Razem z 3F,
a wokół Norwidowskie mury.
To wszystko bzdury.
Łez wylanych wiele.
Rodzina; Wiktor i Paulina,
przyjaciele, czują osamotnienie
i ból, a w gardle wielki gul.
Bo odszedł z tego świata,
jeden młody tata.
Co życie miał godne,
a teraz chwile ulotne
każdy rozpamiętuje,
że aż w sercu kłuje,
pomyśl jak jego żona się czuje.
Zapominalski był i spóźnialski.
Mimo tego dobry, zawsze pogodny,
w biologii niezawodny.
A teraz w 17-nastce już go nie ma,
trafiłam w samo sedno.
Zapamiętamy go na pewno.

Grażyna Piwowarczyk – 

Pożegnanie, odejście, koniec… Nie ma we mnie zgody na te słowa. I nie ma towarzyszących im uczuć. Nie da się w jednej chwili odkreślić ponad połowy swojego życia. 22 lata…
Wspólne studia, wyjazdy, imprezy, uczenie się do egzaminów, praca, spotkania, rozmowy… Mnóstwo wspomnień, których nic nie wymaże. Nigdy. Paweł, zawsze będziesz…

Jolanta Wilkosz – 

Ciągle nie mogę uwierzyć. Był młodym, pełnym pomysłów, radości życia człowiekiem. Naszym kolegą. Przez cały czas widzę zdjęcia dzieci, które zawsze miał przy sobie. Pokazywał na nich każdą chwilę z życia swojej najmniejszej iskierki. Tylko te iskierki zostały… I nasza pamięć.
Pawle, odpoczywaj w pokoju.

Aneta Swoboda –

Trudno pisać o Nim w czasie przeszłym, bo przecież na pewno za chwilę wyłoni się zza zakrętu w swojej niebieskiej koszuli i z kubkiem kawy w ręku.
Trudno uwierzyć, że w pokoju nauczycielskim przy naszym stoliku nigdy już nie usiądzie i że z tego stolika znikną wiecznie porozrzucane papiery Lipca.
Nie pokaże zdjęć malutkiej córeczki, na której punkcie oszalał, a którą tak krótko się cieszył…
Nie spróbuję już jego specjałów (Paweł był wspaniałym kucharzem), nie będzie wyjadał mi oliwek z sałatki i wypijał kawy. Nie będziemy wspólnie oczekiwać Hobbita.
Po głowie tłucze się jedno pytanie: DLACZEGO ?

nie ma się gdzie schować
po otrzymaniu takiej wiadomości
w naszych mieszkaniach nie ma prywatnych kaplic
można tylko na chwilę zamknąć się w łazience
usiąść na brzegu wanny i powtarzać
Jezusie Nazareński Jezusie
to przecież nie może być prawda

( Wiersz Janusza St. Pasierba pt. „prywatnie” )

————————————-

 

Nie przypuszczałam, Pawle, że zrobiłam Ci ostatnie zdjęcia w szkole. Następnego dnia zmarłeś.

Napisałam list do Ciebie.

Drogi Pawle

W piątek powiedziałeś mi, że koniecznie musisz napisać do gazety szkolnej o wyjeździe do laboratorium. Bardzo się ucieszyłam, powiedziałam: -Dasz radę do poniedziałku, nie musi być dużo? A Ty się roześmiałeś i odrzekłeś, że właśnie napiszesz dużo, bo było ciekawie.
No i, oczywiście, zrobiłam Ci zdjęcia, bo przecież każdy w gazecie musi mieć zdjęcie do swojego tekstu. Schodzisz sobie po schodach, zmęczony po całym dniu pracy. Jeszcze zdążyłeś zaprosić pana woźnego Krzysztofa Rdzanka do Poraja na grzyby. A pani Emilia Czapla podwiozła Cię do ucznia.
W poniedziałek rano dowiedziałam się, że nie żyjesz. Nie zrozumiałam o jakiego Pawła chodzi, bo do głowy mi nie przyszło, że to Ty umarłeś. Każdy z nas, kto Cię znał, reagował zdziwieniem i zgrozą – to niemożliwe! Płakaliśmy. Każdy przypominał sobie, co mówiłeś, jak się zachowywałeś, kiedy Cię widział ostatnio. Wszystko wydawało się teraz takie ważne, każdy pewnie w sercu żałował, że o czymś istotnym z Tobą nie porozmawiał. Nikt nie miał żadnych przeczuć. Byłeś, jak zwykle spokojny i pogodny, nie mówiłeś o żadnych chorobach.
Na ostatnim szkoleniu przeciwpożarowym siedzieliśmy w jednej ławce.
W pewnym momencie powiedziałeś:
-A ja uratowałem się z pożaru.
A ja zapytałam: – A jak?
Odpowiedziałeś: – A nie było mnie tam.
I bardzo nas to śmieszyło. Wiem, opowiadałeś prawdziwą historię. Pracowałeś jako stróż na budowie. Ten barak, w którym miałeś być – spłonął, ale Ciebie tam nie było. O tym też miałeś opowiedzieć do gazetki.
Kochałeś książki, nie tylko te biologiczne. Bardzo dużo czytałeś, interesowała Cię klasyka, fantastyka, czasami kryminały, wspomnienia… Uwielbiałeś powieści przygodowe. Pytałeś o nowości. Czasami przychodzili uczniowie i wypożyczali książkę, bo pan Lipiec im polecił. Denerwowałeś się, kiedy z biblioteki wyrzucałam jakieś zniszczone starocie i nikt ich nie chciał zabrać do domu. Mówiłeś: -Przecież to są świetne rzeczy. Ja już nie mam miejsca na książki. Czasami się złościłam, że coś bardzo długo trzymasz, ale Ty zawsze mówiłeś – nie mogę się jeszcze z tym rozstać.
Kiedyś zgadaliśmy się, że chodziliśmy do tego samego liceum ( w różnych czasach, oczywiście ) i obydwoje wybraliśmy klasę biologiczno-chemiczną. Nie rozumiałeś, jak można po takim profilu studiować polonistykę a nie biologię. Wspominaliśmy wspólnych nauczycieli, którzy nas gnębili.
Pani Wiesia Lebiedź powiedziała Ci, że masz najczystszą salę w całej szkole, że dbasz o porządek, że nie ma tam ani jednego papierka. Na to Ty: – Niech pani to powie mojej żonie.
Pani Lidzia Kmak przypomniała sobie, jak razem wychodziliście na papierosa. „ Pan Paweł już nie palił, ale czasami jak się zdenerwował, to przychodził i mówił – sztachniemy się, pani Lidziu? Cały czas mi się wydaje, że on za chwilę stanie obok mnie.”
Bardzo cieszyłeś się z sukcesów swoich uczniów. Często wspominałeś tych, którzy wybierali biologię na maturze. Zapoczątkowałeś w naszej szkole „noc filmową”.
Uczniowie jednej z klas mówili na Ciebie Petroniusz. Chodziło o elegancję i styl bycia.
Nie przypominam sobie, żebyś się awanturował. Przecież każdy ma jakieś powody do złości, więc pewnie się złościłeś, ale jakoś tak spokojnie, z dystansem.
I ten Twój wspaniały mikroskop. Trochę śmieszyły mnie wszystkie zachwyty nad mikroskopem. Zawsze miałeś przy sobie zdjęcia obiektów spod mikroskopu, potrafiłeś o nich opowiadać bez końca.
Nosiłeś zdjęcia swojej małej córeczki. Pamiętam, jaki byłeś dumny i szczęśliwy, kiedy urodził Ci się syn. Też pokazywałeś jego zdjęcia, mówiłeś – „wygląda jak mały Eskimos.”
A teraz drugi maluch, budzący tyle ojcowskiej miłości i czułości. Mikroskop zszedł na dalszy plan.
Ostatnio fotograf robił zdjęcie naszemu gronu pedagogicznemu. No, spóźniłeś się. Ale byłeś taki uśmiechnięty, w garniturze. Pozowaliśmy trochę dłużej – stoisz przy drabinkach razem z nami.
Pawle, gdybyś był bohaterem filmu, Twoja śmierć byłaby nieporozumieniem; wróciłbyś na ziemię w swojej lub innej postaci. Podobnie w grze komputerowej, mógłbyś umierać wiele razy. W realu śmierć jest nieodwracalna. Byliśmy w kościele na mszy poświęconej Twojej pamięci. Przyszli Twoi uczniowie, obecni i dawni, Twoi koledzy z pracy i znajomi. Ksiądz Marek Duda wspominał rozmowę z Tobą. Trudno mu było mówić o Twojej nieobecności wśród żywych.
Szymon Sojka pamięta, że powiedziałeś kiedyś – „największe zło człowieka to niewyspanie.” Teraz nareszcie odpoczniesz.
Istnieje teoria, według której człowiek zostawia jakieś emanacje ducha w miejscach, gdzie często przebywał. Nie zdziwię się, kiedy zobaczę Cię spacerującego korytarzem, w garniturze, oczywiście.
Chciałam podziękować Ci za sympatię, którą mnie darzyłeś, za rozmowy o książkach i ludziach. Za to, że byłeś w naszym życiu i dzięki Tobie było ono lepsze i ciekawsze. Ale wiemy to dopiero teraz, po Twojej śmierci. Najpiękniej powiedział o stracie w swoim życiu Twój uczeń Dawid Bukała: „ I co ja teraz zrobię? Pana Lipca nikt nie zastąpi. Kto mi powie – panie Bukała, proszę poprawić te cztery kapy z matematyki?”
Pozdrawiam Cię serdecznie. Na Śląsku ludzie często mówią na pożegnanie „ patrz tam jako”.
Patrz tam jako, Pawle.

Urszula Sojka.

Ten wpis został opublikowany w kategorii nauczyciele, rysunki/obrazy i oznaczony tagami , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

napisz coś miłego

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s